Hall of Mirrors

Labirynt luster
Autor: Bruce Holland Rogers

Tłumaczenie: Magdalena Stanek



Pewnego popołudnia w godzinach lunchu, Emory nie był szczególnie głodny. Był to akurat ten dzień w miesiącu, kiedy wejście do muzeum było darmowe, więc zamiast zjeść kanapkę wybrał się do muzeum. "Ten", powiedział do siebie. "Sprawia, że myślę o lataniu, tylko, że ten odcień niebieskiego nie jest odpowiedni dla nieba. To bardziej obraz przedstawiający smutek, przynosi mi wizję latania poprzez smutek".

Emory miał zwyczaj mamrotania swoich myśli na głos, ale zazwyczaj mówił tak cicho, a jego słowa były tak niewyraźne, że nikt nie wiedział, co mówił. Tym razem, jednak kobieta, która stała obok niego powiedziała: " Interesujące. A co myślisz o tym obok?"

                Spojrzał na nią, jak stoi w oczekiwaniu, z pełną powagą na twarzy. Już miał przeprosić, powiedzieć, że nic nie wie na temat sztuki. Ale spojrzał na drugi obraz i słowa same wypłynęły z jego ust, tym razem przejrzyście i wyraźnie. "Cała ta biel sprawia, że myślę o szpitalu. Poszarpana linia w tamtym miejscu, przechylone wiadro, z którego nie wylewa się woda, to musi być oddział w szpitalu psychiatrycznym. Żółte narożniki, trupy much sprawiają, że wiem, że miejsce to nie przyniesie mi ulgi. Strach przed szaleństwem. To właśnie widzę".

"Tu nie ma nic takiego, o czym mówisz?" Powiedział mężczyzna, który spojrzał na obraz znad ulotki z muzeum.

"Ja to widzę", powiedziała kobieta. "To pierwsza interesująca wypowiedź, jaką słyszałam na temat tych obrazów". Wskazała na drugi koniec pomieszczenia. "Co masz do powiedzenia na temat tamtego?"

"Którego?" Zapytał Emory. "Koszmaru? Z kozłem?"

"Dlaczego myślisz, że to koszmar?", zapytał mężczyzna z ulotką.         

Cała trójka ustawiła się przed trzecim obrazem. W czasie monologu Emory'ego zebrało się wokół niego więcej osób i wszyscy byli zafascynowani tym, co mówił. "Ale ja nie wiem nic na temat sztuki".

"Nonsens", powiedziała kobieta. "Wiesz więcej niż ci się wydaje".

"Chciałabym poznać twoje zdanie na temat obrazów, które znajdują się w drugim pomieszczeniu, właśnie stamtąd wróciłam", powiedziała jedna z osób, która dołączyła się do grupki w czasie wywodu Emore'go na temat trzeciego obrazu. Emory poprowadził swoją małą grupę do sąsiadującej galerii. Stanął przed kolejnym obrazem i powiedział, co tylko mu przyszło do głowy. Osoby, które przyszły do galerii same lub w parach myślały, że Emory jest jakimś oficjalnym przewodnikiem. Zebrali się wokół grupki i słuchali, co ma do powiedzenia. Grupka przechodziła od jednego obrazu do drugiego. W końcu Emory spojrzał na zegarek i powiedział: "Muszę wracać do pracy".

"A to nie jest twoja praca?", zapytała jedna osoba z grupki.

"To powinna być twoja praca", dodał ktoś inny. "To było świetne!"

"Wróć jutro!", powiedziała kobieta, która pierwsza go zagadnęła. "Czy możesz przyjść jutro?"

"Ale opłata za wstęp", powiedział zawstydzony Emory. "Dziś wstęp był darmowy".